Pokazywanie postów oznaczonych etykietą inne|other. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą inne|other. Pokaż wszystkie posty

3.10.10

Piękny weekend | A lovely weekend

October forest 21


Spacer w lesie.

A walk in the forest.


October forest 20


Grzyby.

Mushrooms.


a starling


Ostatnie szpaki przed zimą.

The last starlings before winter comes.


a blue hat


I czapeczka dla Franusia – trochę na wyrost, jak przyjdą przymrozki, będzie w sam raz. I robię Tajemnicze skarpetki jak w zeszłym roku!

And a hat for Franciszek – a little too large, he’ll grow into it before the weather chills. And I’ve cast on for Mystery Socks again!

1.9.10

Zaczęło się | It’s here

Na nic się zdały płacze i modły – dzisiaj zaczęła się szkoła, a Zosia jest już w trzeciej klasie. Na zdjęciu akcja „brownie na rozpoczęcie roku”.

Nothing could stop it – school started today and Zosia is in the 3rd grade already. The photo documents the action “this school year begins with a brownie.”


3rd grade


Wczoraj nie mieliśmy prądu do wieczora, dlatego nie wiedziałam nic ani o tym, że jest Dzień Bloga, ani o tym, że Gospodarna Narzeczona wytypowała mnie do zabawy. Ponieważ już jest dzień po, to trochę sobie okroję reguły i nie będę nic tam linkować ani ustrzeliwać kolejnych blogowiczów, tylko po prostu pokażę Wam 5 blogów, które czytam pasjami. Żeby było ciekawiej, to żaden nie będzie o robieniu na drutach.

Electricity was down until late evening yesterday, so I didn’t even know I missed Blog Day, or that Gospodarna Narzeczona invited me to participate in it. Today it’s already gone so I’m letting myself skip some of the rules, no linking the headquarters or shooting other bloggers; I’ll just show you 5 blogs that I love to read. To make it more interesting, they aren’t knitting-related.


1. Joy the Baker – kulinarny blog z genialnym poczuciem humoru.

the funniest food blog ever.

2. Disapproving Rabbits – zdjęcia królików, których mina wyraża zawsze całkowitą dezaprobatę. Króliki dezaprobują wszystko i wszystkich. (Ulubiony blog Zosi.)

daily photos of disapproving rabbits. The rabbits disapprove
of everyone and everything. (Zosia loves this blog.)

3. Geninne’s Art Blog – artystka po przeprowadzce do nowego domu. Aktualnie maluje na ścianach kolorowe ptaki.

an artist who recently moved homes. At the moment she’s decorating her walls with colourful birds.

4. Cinqmai – blog po francusku. Miła odmiana po polsko- i anglojęzycznych.

a blog in French. A healthy change after all those Polish and English ones.

5. A ostatni po polsku: On i ja, czyli małżeński dialog – odkryłam niedawno, czytam i zaśmiewam się do łez. Dialogi z życia małżeńskiego. Dobrze wiedzieć, że inni też są nienormalni.

That last one is hilarious but in Polish – I’m sorry!



Naprawdę myślicie, że powinnam rozpisać ten zielony sweterek? Ale ja mam tylko jeden rozmiar i moje zaszyfrowane notatki; boję się...

28.8.10

Leniwy sobotni poranek | A lazy Saturday morning

a Saturday morning



W naszej szalonej rodzinie wszyscy wstali dzisiaj wcześniej i mimo soboty oraz ogólnej szarości o dziewiątej byliśmy już wszyscy po śniadaniu. Każdy się zajął po cichu swoimi sprawami, a ja zarobiłam ciasto, bo ogólnie wiadomo, że na taki zimny i mokry dzień jak dzisiaj najlepsze jest ciasto drożdżowe, na croissanty oczywiście. Do tego jeszcze tylko herbata jaśminowa, Jan Johansson i nowy katalog z IKEA, i nic mi już nie potrzeba...

All the members of my crazy family got up earlier today and by nine o’clock, despite it being a rather grey Saturday, the breakfast was already a thing of the past. Everybody got silently down to their business and I made some yeast dough, as it is common knowledge that on a cold and rainy day like today there’s nothing better than yeast dough, to make croissants, of course. A mug of jasmine tea, Jan Johansson and the new IKEA catalogue were all I needed.


giveaway drawing winner


... no może poza danymi adresowymi Justyny (Sarmatix), która wylosowała właśnie notatnik z jaskółkami. Prześlij mi, proszę, swój adres na ahogne [at] wp.pl!

Jeszcze tylko powiem, że bardzo mnie ucieszył liczny odzew na rocznicowe losowanie i aż mi było żal, że mam tylko jeden notatnik do rozdania. Pozdrawiam wszystkich komentujących i czytających – zapraszam, wpadajcie jak najczęściej!


It was lovely to see so many comments under the giveaway post, I was sorry I only had one notepad to give. Thank you, everyone who comments or just reads what I write – you’re welcome here anytime!

8.6.10

Jak się robi zupę z kalarepy | How to make kohlrabi soup

Od pewnego czasu spędzam sporo czasu na gotowaniu zup. Zupy te są oczywiście różne, jest natomiast wśród nich taka, której być może (o zgrozo!) nie znacie, ponieważ jest to zupa typowa dla Górnego Śląska – oberiba, czyli zupa z kalarepy. A robi się ją tak:

I’ve been spending quite a lot of my time recently on making soup. Of course it’s not just one kind of soup – the Polish cuisine abounds in soup recipes, but there is one kind of soup that I make a lot and there’s high probability you’ve never had it. Kohlrabi soup is a popular traditional dish in Upper Silesia and here’s how to make it:


Po śniadaniu zarzucamy na ramię płócienną torbę i ruszamy na targ po marchewkę, pietruszkę, kawałek mięsa (Dziadek mówi: „oberiba musi być na żeberkach, Babcia zawsze robiła na żeberkach”, więc kupujemy żeberka, byle nie za tłuste – powinny mieć więcej mięsa), oraz oczywiście rzeczoną kalarepę. Kalarepy kupujemy dwie – co ważne, kupujemy głowy z liśćmi.

After breakfast we take our canvas bag and go to the market to buy some carrot, parsley, a piece of meat (Grandpa says, “kohlrabi soup must be made on ribs, Grandma always made it on ribs,” so it’s ribs we buy, only more meaty than fat), and of course we buy two whole kohlrabis: the heads with the leaves.

Podczas gdy my miło gawędzimy na targu z panią Asią, nasz brat zmywa po śniadaniu, więc kiedy przychodzimy w końcu do domu, możemy zaraz brać się do roboty. Przebieramy się w podomną sukienkę, zawiązujemy fartuch i wyciągamy nasze zakupy z torby. Dokładamy dwa małe ziemniaki (albo jednego dużego oczywiście) oraz prosimy brata, żeby, skoro i tak siedzi na dworze, przyniósł nam gałązkę lubczyku.

While we are at the market, chatting with Mrs Asia, our brother washes the dishes, so that when we’re back home, we can get down to cooking directly. We change into our at-home dress, we tie the apron around our waist and we take our shopping out of the bag. We only need two small potatoes (or a big one of course) more, and we ask our brother, as he’s outside anyway, to fetch us a spray of lovage.


Kohlrabi soup ingredients


Wyjmujemy garnek na zupę i wkładamy do niego opłukane żeberka oraz marchewkę pokrojoną na kawałki. Ja lubię marchewkę pokrojoną tak, jak widać na zdjęciu, ale o ile dobrze pamiętam, Babcia Krysia kroiła ją chyba w słupki. Na tym etapie zaczynamy mieć wątpliwości co do pietruszki. Konsultujemy się z niedawno kupioną „Śląską kucharką doskonałą” (która wyklucza nie tylko pietruszkę, ale także marchewkę, a za to proponuje kminek, cebulę i zasmażkę – nie, to nie taką oberibę robiła Babcia); konsultujemy się z babciną książką „Nowa kuchnia śląska” (ta z kolei obrazoburczo pomija zupę z kalarepy, a proponuje zupę-krem z kalarepki); prychamy z pogardą i zagłębiamy się w otchłanie naszej pamięci, z których wyłaniamy się pewni, że żadnej pietruszki tam nie było. Opłukujemy więc tylko gałązkę lubczyku, zalewamy wszystko wodą, solimy i stawiamy na ogniu.

We take the soup pot out and put the ribs inside. We dice the carrot (I like it most the way it’s in the photo but if I remember correctly, Grandma Krysia used to roughly julienne it). At this stage we begin to have misgivings about the parsley. We consult a couple of cooking books; the first one disregards carrot and parsley, proposing caraway and onion instead, but that’s not the way Grandma used to do it; the other disregards kohlrabi soup completely, so we in turn disregard it and turn to our memories for help. Our memories are clear on this point: no parsley, so we just wash the lovage, pour water into the pot, salt it and start to boil it.


Dicing the carrot


Podczas gdy temperatura w garnku rośnie, idziemy pościelać łóżko, nastawić pralkę, a z wczorajszym wieczornym praniem wybieramy się na strych, skąd znosimy suche już wczorajsze ranne pranie. Tymczasem w garnku zaraz zacznie wrzeć, więc obieramy ziemniaki i wrzucamy, pokrojone na kawałeczki. „A gdzie kalarepa?”, zapyta ktoś. Ano tu. Trzeba teraz odciąć liście i odłożyć na chwilę na bok, a głowy obrać, opłukać i pokroić w słupki.

While the temperature in the pot is rising, we go to make our bed, turn on the washing machine, take yesterday’s evening laundry up and take yesterday’s morning laundry, already dry, down. Meanwhile the soup is about to boil, so we peel the potatoes, cut them in fairly small pieces and throw them in the pot. “Where’s the kohlrabi?” you might ask. Right here. All you need to do is cut the leaves off, peel the heads, wash them and cut into sticks.


Może się tak zdarzyć, że przy tej czynności zaskoczy nas telefon, który sprawi, że będziemy musieli w pośpiechu wyjść z domu (wyłączając uprzednio gaz pod zupą, ale zostawiając pralkę, niech sobie pierze). Może tak być i wtedy nie zrobimy zdjęcia ani pokrojonej kalarepie, ani temu, co się zaraz będzie działo z liśćmi. Ale możemy mimo to opisać to, co pod naszą nieobecność się stanie, bo widzieliśmy to już nie raz. Otóż wróci Mama i dokończy krojenia kalarepy. Ja wolę słupki, Mama woli kostkę – zaraz zobaczycie, kto miał ostatnie słowo. Pokrojoną kalarepę wrzuci Mama do ponownie gotującej się zupy, a ugotowane już mięso wyjmie. Wyjmie też lubczyk, żeby nie sprawiał kłopotów.

It might happen that at precisely this stage you’ll be surprised by a phone call which will result in your having to leave home at once (having of course shut off the gas first, leaving the washing machine as it is). This might happen, and then we wouldn’t be able to take photos of how the kohlrabi is cut or what happens later to the leaves. But we can describe what will happen while we’re away, as we’ve seen it dozens of times. What will happen is: Mom will come back home and finish dicing the kohlrabi heads. I prefer it in sticks, she prefers it in cubes – you’ll see in a moment who had the final word. Once it’s diced, she will throw it into the soup (boiling again), and take out the meat which will already be cooked. She will also take out the lovage so it doesn’t interfere.


Później Mama odetnie łodyżki liściom kalarepy, a to, co zostało, sparzy wrzątkiem, pokroi i wrzuci do zupy. Pogotuje jeszcze przez jakieś 20 minut, a na koniec doda jeszcze to ugotowane mięso, również pokrojone, i doprawi przy pomocy Maggi. Dzięki temu, kiedy wrócimy półżywi po pięciu godzinach i uciążliwej podróży autobusem, oberiba będzie już gotowa.

Then Mom will cut the stems off the kohlrabi leaves and blanche what is left, cut it and also throw into the pot. She’ll let it boil some 20 minutes more, at the end adding the cooked meat which she would also cut into smaller pieces first, and then she’ll just season it with Maggi. And so, when at last you come back home five hours later, half-dead after a rather exhausting bus journey, the soup will be ready.


Kohlrabi soup


Najlepszą zupę z kalarepy robiła oczywiście Babcia Krysia, czyli mama mojej Mamy. Mam pewne podejrzenia, że dodawała do niej zasmażki i to dlatego nie udaje nam się z Mamą nigdy uzyskać takiego smaku. Moja pierwsza zupa z kalarepy była nieudana, dopiero Dziadek przeanalizował sprawę i rzucił parę cennych uwag (typu wspomniane żeberka) i teraz już jest znacznie bliższa ideału.

Of course the best kohlrabi soup ever was the one my maternal Grandma Krysia made. I suspect she added roux and that’s why Mom and I are never able to emulate that taste. My first kohlrabi soup was a failure, but my Grandpa kindly helped with a few precious observations (like the one about the ribs) and now it’s much closer to the ideal.



***
A jeśli ktoś ma ochotę wylosować książkę, której akcja rozgrywa się w przedwojennych Katowicach, to ma czas do północy w piątek, żeby zostawić pod tym postem komentarz i napisać w nim, co dobrego je się w jego okolicy.


1.6.10

Pierwsze truskawki | First strawberries

Jak to jest, że na truskawki się czeka bardziej niż na inne owoce? Wstałam dziś rano i wiedziałam, że na Dzień Dziecka muszę zrobić ciastka z truskawkami i bitą śmietaną.

How is it that you wait for strawberries more than for other fruits? I got up today and I just knew I had to make biscuits with strawberries and whipped cream to celebrate Children’s Day.


biscuits with strawberries and whipped cream


Nie było ostatnio czasu na sztrikowanie, ale jutro zapowiedzieli nam na rano trzygodzinną przerwę w dostawie prądu i zamierzam spędzić ten czas z drutami w ręce. Pogoda zwariowała całkowicie (1 czerwca mam na sobie bawełniane rajtuzy); co dzień staję przed szafą i nie mam w co się ubrać, bo wszystkie moje ubrania dzielą się na dwie kategorie: zimowe albo letnie. Na zimowe za ciepło, na letnie za zimno, i nie mam wyboru, tylko muszę sobie sprawić jeszcze ze dwa rozpinane sweterki, i parę kamizelek. Nie powiem, żeby mnie to specjalnie martwiło!

There’s been no time for knitting recently but tomorrow morning the electricity will be down for some three hours and I’m planning to spend all that time with my needles and wool. The weather has gone crazy (I’m wearing thick cotton tights on 1 June); I search my wardrobe every morning and feel I’ve got nothing to wear, as all my clothes fall in the category of either summer or winter clothing. It’s too warm for the winter ones and too cold for the summer ones, and I’ve no choice but make myself at least two cardigans and a couple of vests. Not that I really mind!

15.5.10

Długi deszczowy tydzień | A long rainy week

To był długi, deszczowy i trudny tydzień. Terapeutycznie sztrikuję monotonne gładkie oczka prawe i to mnie uspokaja – mam już jeden rękaw i zdecydowałam, że jednak pruję ten za szeroki ściągacz.

It’s been a long, rainy and difficult week. I’m finding the monotony of the stocking stitch therapeutically calming – one sleeve is ready and I’ve made up my mind to rip the monstrous ribbing after all.





Zamiast zdjęć dokumentujących postęp w pracy pokażę Wam coś, co odkryłam w środę, kiedy burza przetrzymała mnie przez pół godziny w księgarni w centrum miasta. Wśród przecenionych książek znalazłam album szwedzkiego artysty Carla Larssona i zachwyciłam się jego akwarelami.

Instead of progress pictures I’ll share something I discovered on Wednesday, when a storm kept me for half an hour in a bookshop in the city centre. Among the books on sale I found an album of a Swedish artist Carl Larsson, whose watercolours are utterly charming.



Na koniec mam tylko prośbę do wszystkich, którzy tu zaglądają: pomódlcie się za małego Franusia i jego rodziców.

Finally, I’ve something to ask of you: if you could pray for baby Franciszek and his parents.

10.4.10

. . .

10 IV 2010



Planowałam napisać wesoły, kolorowy wpis o wiosennych kwiatkach w naszym ogrodzie i o mojej nowej czerwonej robótce.
Ale rano włączyłam radio i usłyszałam o katastrofie w Smoleńsku, o śmierci Prezydenta i tylu innych osób. Senator Krystyna Bochenek mieszkała dwa domy ode mnie. Jestem głęboko wstrząśnięta.

Niech spoczywają w spokoju.


I had planned to write a cheerful, colourful post about the spring flowers in our garden and my new red knitting project.
Instead I turned the radio on in the morning only to learn about the tragedy in Smolensk. We lost the President and so many important people. Among those who were killed is the senator Krystyna Bochenek, who lived two houses away from me. I am deeply shocked.

May they rest in peace.

28.3.10

Róże | Roses



Miałam bardzo zajęty tydzień, a do tego nieprzewidzianą przerwę w sztrikowaniu. Czesanka przyszła, i to czerwona, ale okazało się, że ma zupełnie inny odcień – jest za ciemna. Zatem sztrikowanie zostało odłożone do czasu, aż dostanę właściwy odcień. Ale zamówiłam sobie też filc – czerwony i zielony i różowy i oliwkowy, i zrobiłam sobie coś, o czym marzyłam od dawna.

I’ve had a busy week and also an unforeseen knitting pause. The roving came, and it was red, but the red was of course not the right shade. It was too dark. Consequently the knitting was postponed until I get the right shade of red. But I also ordered some felt – red and green and pink and olive green, and I made something I’ve long been dreaming of.


Godzina pąsowej róży




Zamierzam w Wielkim Tygodniu ograniczyć komputer do minimum (i całkowicie go porzucić na czas Triduum), więc tu też będzie cicho aż do Świąt. Nie znaczy to oczywiście, że nie będę nic robić – zaczęłam szal z czerwonej brukselskiej włóczki, więc za tydzień pewnie już będzie co pokazać.

I want to limit the computer to the minimum in the Holy Week (and totally neglect it during the Triduum), so I won’t be posting again until after Easter. Which doesn’t mean I won’t be knitting – I’ve cast on for a shawl from the red yarn I brought from Brussels and there might be something to show in a week’s time.

Życzę Wam wszystkim dobrych Świąt Wielkanocnych!

I’m wishing you all a good Easter!

18.3.10

W połowie | Halfway

All but one sleeve




Co to jest? Czerwony sweterek bez jednego rękawa, włóczka skończyła się równo z pierwszym. A kiedy pojawi się ten rękaw? Nie wiadomo; zamówiłam dziś czesankę, ale trzeba ją będzie jeszcze uprząść, więc pewnie trochę potrwają te i tak już długie zaręczyny.

What is this? A red cardigan, complete but for one sleeve. I ran out of wool exactly as I finished the other one. So now what? I’ve ordered more roving, and then I’ll have to spin it so this long engagement might get even longer.


H&M hairbands




Nie napiszę tym razem ani słowa o pogodzie, mimo iż dziś jest jakby trochę lepiej. Na poprawę humoru kupiłam sobie wczoraj coś ślicznie kolorowego.

Not a word about the weather today, although it looks like it’s getting a little better. I’ve bought something lovely and colourful to cheer me up.

4.3.10

Gdybym była | If I were


Urocza rzecz – znalazłam ją tu, idąc stąd, a pochodzi stąd - dzięki za świetny pomysł!

A charming thing – I found it here, where I arrived from here, and it is originally from here - thank you for this lovely idea!




Gdybym była miesiącem, byłabym wrześniem
Gdybym była dniem, byłabym niedzielą
Gdybym była porą dnia, byłabym porankiem
Gdybym była planetą, byłabym Ziemią

Gdybym była stworzeniem morskim, byłabym małą srebrną rybką
Gdybym była kierunkiem, byłabym północą
Gdybym była meblem, byłabym jasnozieloną sofą
Gdybym była płynem, byłabym herbatą jaśminową
Gdybym była kamieniem szlachetnym, byłabym kryształem górskim
Gdybym była drzewem, byłabym bukiem

Gdybym była narzędziem, byłabym nożyczkami
Gdybym była kwiatem, byłabym białą frezją
Gdybym była elementem pogody, byłabym chmurami na wietrze
Gdybym była instrumentem muzycznym, byłabym fortepianem
Gdybym była kolorem, byłabym zielenią/bielą/czerwienią
Gdybym była uczuciem, byłabym spokojem

Gdybym była owocem, byłabym dojrzałą śliwką
Gdybym była dźwiękiem, byłabym kroplami deszczu kapiącymi na liście
Gdybym była żywiołem, byłabym powietrzem
Gdybym była samochodem, byłabym niezawodna
Gdybym była jedzeniem, byłabym sosem pomidorowym
Gdybym była miejscem, leżałabym nad morzem
Gdybym była materiałem, byłabym białym płótnem bawełnianym
Gdybym była smakiem, byłabym słodka
Gdybym była zapachem, pachniałabym werbeną

Gdybym była częścią ciała, byłabym dłonią
Gdybym była wyrazem twarzy, byłabym ironicznym uśmiechem
Gdybym była piosenką, byłabym melodyjna
Gdybym była ptakiem, byłabym gęsią (i nikt chyba nie jest zaskoczony)
Gdybym była podarunkiem, byłabym artystycznie zapakowana
Gdybym była ulicą, byłabym kręta
Gdybym była miastem, byłabym stara

Gdybym była drzwiami, byłabym drzwiami ogrodowymi pomalowanymi na biało
Gdybym była parą butów, byłabym baletkami na płaskim obcasie

A Wy?


Colours of the beach 6






If I were a month I’d be September
If I were a day I’d be Sunday
If I were a time of day I’d be morning
If I were a planet I’d be Earth

If I were a sea animal I’d be a small silver fish
If I were a direction I’d be North
If I were a piece of furniture I’d be a light green sofa
If I were a liquid I’d be jasmine tea
If I were a gem stone I’d be a rock crystal
If I were a tree I’d be a beech

If I were a tool I’d be scissors
If I were a flower I’d be a white freesia
If I were an element of weather I’d be clouds in a wind
If I were a musical instrument I’d be a grand piano
If I were a colour I'd be green/white/red
If I were an emotion I’d be tranquillity

If I were a fruit I’d be a ripe plum
If I were a sound I’d be raindrops falling on leaves
If I were an element I'd be air
If I were a car I’d be reliable
If I were a food I’d be tomato sauce
If I were a place I’d be by the sea
If I were a material I'd be white cotton
If I were a taste I’d be sweet
If I were a scent I’d be the scent of verbena

If I were a body part I’d be a hand
If I were a facial expression I'd be an ironic smile
If I were a song I’d be melodious
If I were a bird I'd be a goose (no surprise here)
If I were a gift I'd be artistically wrapped
If I were a street I'd be winding
If I were a city I'd be old

If I were a door I'd be a garden door painted white
If I were a pair of shoes I’d be flat pumps

And what would you be?

3.12.09

O czasie | Of time


Dużo ostatnio myślę o czasie, z przyczyn naukowych, ale życiowych też. Oczywiście głównie o tym, że płynie i ucieka, a konkretnie: że mnie ucieka. Taką mam naturę, że się nie spieszę, rzadko robię coś z wyprzedzeniem, żeby zdążyć, ale jednak mimo to przeważnie zdążam. Wszystkich dookoła doprowadza to do szału, bo ich czas płynie szybciej niż mój, więc denerwują się, że nie zdążę; a ja zdążam.

I’ve been thinking a lot about time recently, as an academic topic, but also as part of life. Mostly about how it flows and passes, and how it passes for me. I’m the kind of person who never hurries and rarely does things in advance to be on time, but I’m still on time in most cases. It drives everyone around mad because their time seems to be passing quicker than mine so they get annoyed thinking I might not make it one time; but I still do.


Oczywiście nie jest to wszystko takie piękne i ostatnio mój czas upływa z prędkością światła. Nawet kupiłam sobie broszkę jak ten zegar u Cortazara, który wskazuje wszystkie godziny na raz i dlatego pokazuje zawsze dokładną godzinę.

Of course it’s not all that lovely and lately my time has been passing at the speed of light. I even bought myself a brooch like the clock in a short story by Cortazar: it shows all the times at once and so always shows the right time.


Time




A do Świąt już tylko 22 dni.

And there’s just 22 days left till Chistmas.

24.11.09

25

bday1 (808 x 458)




Dziś są moje urodziny!

It’s my birthday today!

15.11.09

A galaretkę otrzymuje... | And the jelly goes to...

Chcecie się dowiedzieć? To momencik, najpierw chciałabym się z Wami czymś podzielić.

Byłam wczoraj w Giliwcach. Architektura tego miasta jest tak zachwycająca, że mogłabym w każdej chwili się tam przeprowadzić. Nie było czasu ani możliwości, żeby fotografować te piękne domy (dzień był zaplanowany od rana do wieczora), więc muszę tam wrócić na wiosnę z aparatem. Na razie musicie mi uwierzyć na słowo.

I was in Gliwice yesterday. The architecture in that city is so beautiful I could move to live there right away. There wasn’t much time or opportunity to take photos of all those houses (the day was planned from the morning till the evening), which simply means I will be coming back on a sunny spring day. For now you have to trust my word.


Gliwice - Dzień jak w Taize


Jedyny obiekt, który udało mi się sfotografować, nie jest jakoś specjalnie ładny, ale niech Was nie zmylą pozory.

One thing I managed to photograph and so I can show you what it looks like is not really something aesthetically interesting, but don’t let the looks deceive you.


Gliwice - the aerial tower


To wieża przy radiostacji gliwickiej. Mieliśmy okazję ją obejrzeć i wysłuchać lekcji muzealnej. Muszę przyznać, że była to jedna z najlepszych lekcji historii w moim życiu – zabawna, pouczająca, wygłoszona z inteligencją i charyzmą przez ewidentnego pasjonata całej tej historii. Jeśli będziecie kiedyś w okolicy, idźcie koniecznie!

This is the aerial tower of the radio station in Gliwice. We had the opportunity to go and see it, we also took part in a history lecture. I have to tell you it was one of the best history lessons in my life, witty, informative, delivered in a charismatic way by an intelligent man with an obvious passion for the whole story. If you’re ever in the neighbourhood, do go!


Inside the Radiostation museum


No to teraz może rozwiążemy kwestię pigwy? Jak już mówiłam, jeden słoik jedzie do Brahdelt, a pozostałe dwa drogą losowania przypadły... autorowi/autorce anonimowego komentarza oraz Agnieszce M.D.! Gratulacje! Prześlijcie mi swój adres na ahogne at wp.pl, a potem wypatrujcie listonosza!

13.11.09

Co dostałam | What I got







Najpierw ciocia przyniosła bolerko, które sobie kupiła, ale zanim zdążyła je ponosić przestało na nią pasować. Metka głosi, że robione ręcznie i jestem gotowa uwierzyć, bo maszyny chyba nie robią takich skomplikowanych szydełkowych motywów. I ma koraliki!

First, an aunt brought us a bolero she’d bought for herself but never got the chance to wear. The label says “handmade’ and I’m ready to believe it – such an intricate thing can’t be machine-made, can it? And it’s beaded!





A dzisiaj pocztą przyszedł album, który wylosowałam w urodzinowej rozdawajce u Brahdelt. Strasznie mi się podoba i już zaczęłam myśleć, jakie zdjęcia tam powkładam. Dzięki, Joasiu!

And today the postman brought me the photo album I got at Brahdelt’s birthday giveaway. I love it, I’ve already started thinking which photos I’ll put inside.





Przypominam, że i Wy możecie coś dostać - jest czas dzisiaj do północy, żeby zostawić komentarz pod poprzednim postem. Dla niezdecydowanych zachęta w postaci zdjęcia, bo galaretka już czeka.

You too can get something – you can still leave a comment under the last post, until midnight today. Here’s a photo of the jelly to encourage those who are still hesitating.







27.10.09

Czas na pytania | Question time



Pytań będzie dwa.

There will be two questions.


Myślę i myślę o mojej ślicznej zielonej włóczce (chociaż chwilowo nie mam drutów nr 4, bo złamała je Zosia) i o tym berecie, który z niej zrobię. Znalazłam dwa, bardziej z serii „inspiracja” niż „to jest to”. Możecie spojrzeć i powiedzieć mi, który się Wam bardziej podoba? Pierwszy to Druidess Beret, a drugi Buttercup Beret. Powiem tylko do razu, że prawdopodobnie nie zrobię żadnego z nich, tylko coś między jednym a drugim, bo Druidess przesadnie obfituje w warkocze i bąble i zwyczajnie braknie mi na to włóczki, a znowu Buttercup trochę za prosty. No to pierwsze pytanie: który lepszy?

I’ve been thinking about my lovely green wool (even though Zosia quite accidentally broke my size 4 needles) and about the beret I’m going to make from it. I’ve found two berets I like, more as an inspiration then as a knitting must. Could you just take a quick look and tell me which one you like better? The first one is Druidess Beret, the other – Buttercup Beret. I’ll just tell you in advance that probably I won’t be making any of them, or rather something in between – Druidess has too many cables and bobbles and I would simply run out of yarn, and Buttercup is a bit too simple. So here’s the first question: which of the two is better?


A druga sprawa jest zupełnie inna. Otóż statystyka nie kłamie – oto, jak wyglądają wejścia na mojego bloga w przeciągu ostatnich dwóch tygodni:

The other thing is completely different. Statistics don’t lie – here’s my page loads for the last fortnight:





Nie może być wątpliwości, że a. nagle wzrosło, b. wzrost nastąpił bezpośrednio po opublikowaniu przepisów na dwa ciasta czekoladowe. Myślę o tym i myślę i postanowiłam, że spytam się Was. Czy to znaczy, że chcecie więcej przepisów? Czy była to po prostu kwestia czekolady? Czy też w ogóle przyszliście wszyscy dzięki Brahdelt, która mój wypiek wypróbowała i zaprezentowała na swojej stronie? Żeby wszystkim ułatwić sprawę, zaeksperymentowałam z ankietą: macie ją po prawej stronie (i jest anonimowa). Pytanie i różne możliwe odpowiedzi w dwóch językach. Wystarczy kliknąć tą, która Wam najbardziej odpowiada i tym sposobem przyczynić się do kształtowania tego oto miejsca w sieci. Zapraszam do klikania!

There can be no doubt that i. it’s rapidly grown, ii. the growth happened right after I published the two cake recipes. I’ve been reflecting on it and I’ve decided to ask you. Does this mean you want more recipes? Or was it just the chocolate? Or maybe you’ve just come over from Brahdelt’s blog, as she not only baked the cakes, but also showed them on her site? To make everybody’s lives easier I’ll give the poll option a go. The poll (anonymous) is on your right hand side, with a question and a number of possible answers in Polish and English. It would be lovely if you could just hit the answer you agree with, thus contributing to what this place is. You’re welcome to go and click!

23.8.09

Wakacji część druga | Holidays: part two


Spędziłam dwa dni w dobrym miejscu wśród dobrych ludzi. Był tam ogród pełen zielonej trawy, jabłek, gruszek i kwiatów, dobre jedzenie i dobre rozmowy, na poważne i na niepoważne tematy.

I’ve spent a couple of days in a good place and with good people. There was a garden with green grass, apples, pears and flowers, good food, and good talks, on serious and not so serious matters.





Były trzy psy, jeden kochańszy od drugiego.

There were three dogs, each lovelier than the next one.





I niedaleko były gąski!

And there were geese nearby!




“Witam, miło Cię tu spotkać!”

“Hello, it’s good to see you here!”







24.7.09

Pełnia lata | High summer






To zamiast doniesień o rozwoju sweterka. Lato jest cudowne w tym roku!

A substitute for the report on the cardigan progress. Summer is exquisite this year!




3.7.09

Wakacji część pierwsza | Holidays, part one


Jutro wyjeżdżam do Taizé. Tydzień w ciszy, modlitwie i bliskim kontakcie z innymi ludźmi.

I’m leaving for Taizé tomorrow. A week in silence, prayer, and close contact with people.

Wraz ze mną podróżować będzie pewna młoda dama.

A certain young lady will be travelling with me.





Wrócę w przyszłym tygodniu, gotowa na dalsze sztrikowanie.

I’ll be back next week, ready for more knitting.

23.6.09

Weather report



Tata od kilku dni puszcza Weather Report, chyba wiem czemu. Nie wiem tylko, gdzie znikło lato.

My Dad’s been playing his Weather Report CD for a few days now, I think I know why. What I don’t know is where all this summer actually went.





Kiedy to piszę, za oknem leje deszcz. Mamy też inne oznaki jesieni.

As I’m writing, the rain is just pouring down. There are other signs of autumn as well.






Jeśli chodzi o zbiory, to może nie nadarzyć się żadna okazja na sesję zdjęciową (a miałam takie plany), bo szal wręczam jutro, a na razie słońce prawie nie świeci. Może obdarowana zgodzi się zapozować...

As for how it will affect the crops, there may be no opportunity for a shooting session (and I had such great plans) as I need to give the shawl away tomorrow and there has been hardly any sunlight at all. Perhaps the recipient will be kind enough to model...





23.5.09

Skrajności | Extremes

Jestem krańcowo wycieńczona po konferencji Instytutu. Spędziłam ostatni tydzień maniakalnie poprawiając referat, a potem zestresowana do granic możliwości czekałam przez dwa dni na moją kolej, żeby go wygłosić.

Extremely exhausted after the Institute conference. I spent the last week obsessively correcting my paper and then spent two days stressed to the limit waiting for my turn to present it.

Skutkiem czego potrzeba mi ekstremalnego odpoczynku. Wczoraj wieczorem telewizor dawał "Drużynę Pierścienia", więc oczywiście oglądałam, a dzisiaj ZAMIERZAM NIE ROBIĆ NIC. No dobrze, może coś upiekę po południu, ale na razie bezwstydnie spędziłam parę godzin w Internecie jedząc cukierki i zaraz sobie obejrzę odcineczek albo dwa albo trzy "Men In Trees" i popracuję trochę nad moim miętowym szalem, bo już nie mogę się doczekać, kiedy go wreszcie włożę.

What follows is an extreme relaxation. Yesterday evening "The Fellowship of the Ring" was on so of course I watched it, and I’M DOING NOTHING TODAY. All right, I might bake something later in the day, but so far I’ve spent hours shamelessly surfing on the Internet and eating sweets and now I’ll just watch an episode or two or three of "Men In Trees" and knit on with my mint shawl because I simply can’t wait to wear it.

A tu coś dla Was, ktoś wkleił na forum hm, jak to nazwać po polsku? Gildii Robótkowej Świata Dysku? W każdym razie na Ravelry. To chyba najbardziej ekstremalna ze wszystkich dzisiejszych ekstremalnych rzeczy.

And here’s something for you, someone posted it in the Discworld Knitting Guild forum on Ravelry. That’s the most extreme thing of all today’s extreme things.

generated by sloganizer.net